niedziela, 18 maja 2008

Księżycowe

No ładnie sie zapuściłem, 9 dni bez posta z prawdziwego zdarzenia, już pewnie tutaj mało kto zagląda - wcale się nie dziwię z resztą. No cóż złożyło się na to parę czynników które spowodowały że nie miałem czego pokazać - najpierw juwenalia sobie trwały w najlepsze, potem sie zaczęła uczelnia, a teraz? Jest przecież weekend, a ja nie robię zdjęć.. No właśnie, kto jeszcze nie wie, to niech się dowie że ciamajda ze mnie - żeby potwierdzić te słowa - to w czwartek przewróciwszy ( ^^ ) się na schodach rozbiłem sobie trochę lewe kolano. Efektem jest, że nie za bardzo mogę się przemieszczać. Teraz siedzę i smaruję się ciągle jakimiś śmierdzącymi maściami i stękając-kuśtykając kręcę się po mieszkaniu ;) To tyle tytułem wstępu.

small-4631
[ISO 200 260mm f/5.6 1/90s mini statyw z parapetu]


Nie mniej jednak, pomijając mój lekko kulejący stan, znalazłem się wczoraj na parę chwil na rynku. Jak wszyscy wiemy (wszyscy bardzo nieliczni), ma miejsce Miesiąc Fotografii w Krakowie - Maj 2008. Oczywiście gwoździem programu są warsztaty, wykłady i wernisaże fotografii, mające miejsce niemal codziennie, ale obok tego są wystawy rozstawione po całym Krakowie. (ja widziałem na rynku i na placu inwalidów ;)) Tematem przewodnim jest młodość. No i właśnie - wracając do tego że byłem wczoraj na rynku - w długim rzędzie ustawiono fotografie Fernando Moleresa (np. takie). Jak to jest zrobione? Wielkie dobrze wydrukowane fotografie dzieci pracujących w podłych warunkach, wykonujących podłe zajęcia których dorośli się często nie imają - a pod nimi opisy zrealizowane malutkimi literkami po polsku i angielsku.

Efekt łatwy do przewidzenia - ludzie się naprawdę interesują, naprawdę sporo ludzi przychodzi oglądać te fotografie - ale czy aby na pewno fotografie? Chwilę poobserwowałem - nie trzeba było dużo żeby zauważyć jak wygląda oglądanie tych zdjęć: -> 2 sekundowy rzut oka na zdjęcie z daleka -> 3 kroki do przodu -> schylenie się do opisu i minuta czytania -> następne zdjęcie. Owszem fajnie, że ludzie interesują się historią tych dzieciaków, ale chyba nie do końca o to chodziło, bo zdjęcia są tutaj trochę lekceważone jako medium przekazywania informacji i opowiadania historii - w dalszym ciągu to tylko ilustracja do tekstu, a szkoda bo są świetne.

Ktoś nie przemyślał tej wystawy, można było łatwo przewidzieć że zwykłych ludzi bardziej zainteresuje tragedia i historia dzieci od samych zdjęć. A że przeczytać jest łatwiej niż samemu wydedukować? Że ludzie są przyzwyczajeni że wszystko mają podane na tacy? Ja bym zrezygnował z opisów - niech tłuszcza wpatrując się w zdjęcie sama spróbuje odgadnąć co za historia za nim stoi - a to wcale nie jest takie trudne bo jak napisałem wcześniej - to naprawdę dobrze zrobione ujęcia.

Brak komentarzy: