Wczoraj z wieczora - w ramach chilloutu przed dogłębnym studiowaniem nauki fizyką zwanej - dorwał ja się za obrazo-chwytacz aparatem często określany i popełnił ja serię niepoliczalnej liczby zdjęć z których to dwa tylko do pokazania się nadawały. Przedsięwzięcie było to niemałe i całkiem skomplikowane. Uczesał się ja, wziął ja lampkę z biurka mojego studenckiego i poświecił sobie w oczy, a potem jak oszalały zaczął wciskać spust migawki celując w burzę włosów mych nieokiełznanych. Tym samym zbudził ja dzięcioła spokojnie drzemiącego już w puszce aparatu pentaxowego a razem z onym dzięciołem te robaczki co autofocusem kręcą zagonił ja do ciężkiej pracy. Wrzucił to na kompika i dał ja to do przetrawienia w lajtrumie przez Kołka szeroko chwalonym. Wcisł 3 guziki, przesunął ja 2 suwaki, popatrzył, ocenił, zmienił coś jeszcze by lepiej w oku grało i aplołdował ja to na flikra by gawiedzi pochwalić się swym osiągnięciem i geniuszem niezrównanym..Oj tak, ciężki dziś miałem dzien. Obfitował w przeróżne atrakcje i emocje, wysiłek fizyczny i umysłowy. Cierpliwość jednak popłaca i miałbym już weekend gdyby nie dwa, bezstresowe wykłady, na które sobie pójdę - dla sportu, dla przyjemności ;)
Rozważam otwarcie żeńskiego kursu AutoCad'a, wstępnie wyceniam się na 69,- za godzinkę nauki. Ostrzegam, selekcja będzie ostra! ;)








